Tego lata ponownie zawitaliśmy do Grecji. Zawiało nas na Korfu, a raczej na Kerkyrę - bo taka nazwa funkcjonuje wśród Greków - Korfu to wersja angielska. Wyspa sama w sobie niewielka, ale możliwości podróżowania ograniczone, gdyż drogi to karkołomne zawijasy i strome podjazdu pod górę. My i tak zawsze wypożyczamy samochód i zwiedzamy na własną rękę. Wychodzi taniej niż wycieczki u rezydenta, oglądamy to, co sami wybraliśmy, nie jesteśmy zmuszani do kosztowania i kupowania lokalnych produktów tylko u tego jedynego, najlepszego, wybranego producenta. Poza tym mobilizuje mnie to do wcześniejszego przygotowania się do wyjazdu. Przejrzenia przewodników, internetu, blogów, itp.
Tym razem także sieć i blogosfera okazały się bezcenne. Najwięcej skorzystałam z wpisu na tym blogu. Również pomocny okazał się bardzo świeży wpis z bloga simplyabouthome.
Znaleźliśmy coś do zobaczenia, do nauczenia się czegoś nowego o innej kulturze i historii. Był też czas na zabawę.
Poniżej kilka kadrów z "Naszych niewielkich greckich wakacji"
Paleokastrista i rejs wzdłuż wybrzeża
Skała "Małpia głowa".
Grota Świętego Mikołaja - Agios Nikolaos Cave
Monastyr na szczycie wzgórza.
Płynęliśmy taką Yellow Submarine...
podwodne widoczki...
Monastyr Vlacherna - wizytówka Korfu
Pas startowy lotniska był tuż obokmonastyru, w tle widok na
Pantokrator - najwyższy szczyt Korfu.
Pantokrator - najwyższy szczyt Korfu.
Kilka kadrów z Achillionu - pałacu cesarzowej Sissi
Sissi przywitała nas przy wejściu do pałacu.
Jeden z jej portretów.
Jej osobiste drobiazgi.
Rzeźba konającego Achillesa - w dłoni trzyma strzałę, którą właśnie wyciągnął z pięty...
Tysiące wrażeń i przeżyć. Długo można by pisać. Pozostały wspomnienia, zdjęcia, magnes na lodówkę, piękny obraz na ścianie i kumkwat do częstowania rodziny i znajomych...
Koniec części pierwszej;)
c.d.n.
Pozdrawiam
Maremi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz