piątek, 4 września 2015

"Nasze niewielkie greckie wakacje"

      

      Tego lata ponownie zawitaliśmy do Grecji. Zawiało nas na Korfu, a raczej na Kerkyrę - bo taka nazwa funkcjonuje wśród Greków - Korfu to wersja angielska. Wyspa sama w sobie niewielka, ale możliwości podróżowania ograniczone, gdyż drogi to karkołomne zawijasy i strome podjazdu pod górę. My i tak zawsze wypożyczamy samochód i zwiedzamy na własną rękę. Wychodzi taniej niż wycieczki u rezydenta, oglądamy to, co sami wybraliśmy, nie jesteśmy zmuszani do kosztowania i kupowania  lokalnych produktów tylko u tego jedynego, najlepszego, wybranego producenta. Poza tym mobilizuje mnie to do wcześniejszego przygotowania się do wyjazdu. Przejrzenia przewodników, internetu, blogów, itp. 
       Tym razem także sieć i blogosfera okazały się bezcenne. Najwięcej skorzystałam z wpisu na tym blogu. Również pomocny okazał się bardzo świeży wpis z bloga simplyabouthome. 
     Znaleźliśmy coś do zobaczenia, do nauczenia się czegoś nowego o innej kulturze i historii. Był też czas na zabawę. 
    
           Poniżej kilka kadrów z "Naszych niewielkich greckich wakacji"


                                     Paleokastrista  i rejs wzdłuż wybrzeża

    


                              Skała "Małpia głowa".

  
                       Grota Świętego Mikołaja - Agios Nikolaos Cave



                                      Monastyr na szczycie wzgórza.



                                Płynęliśmy taką  Yellow Submarine...

                                 
                                          podwodne widoczki...





                       Monastyr Vlacherna - wizytówka Korfu








       Pas startowy lotniska był tuż obokmonastyru, w tle widok na
  Pantokrator   - najwyższy szczyt Korfu.



          Kilka kadrów z Achillionu - pałacu cesarzowej Sissi 


             Sissi przywitała nas przy wejściu do pałacu.



                        Jeden z jej portretów.
 

                                Jej osobiste drobiazgi.



Rzeźba konającego Achillesa - w dłoni trzyma strzałę, którą właśnie wyciągnął z pięty...









    Tysiące wrażeń i przeżyć. Długo można by pisać. Pozostały wspomnienia, zdjęcia, magnes na lodówkę, piękny obraz na ścianie i kumkwat do częstowania rodziny i znajomych...
Koniec części pierwszej;)

c.d.n.
Pozdrawiam 
Maremi



































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz