Porusza mnie śmierć każdego człowieka. Boli mnie serce, gdy słyszę o odejściu ludzi znanych mi i nieznanych. Szczególnie, gdy słyszę o śmierci matki, dziecka...
Bardzo też przeżywam, gdy odchodzą sławni ludzie, których obdarzyłam swoją sympatią, którzy urzekli mnie swoimi dokonaniami, pracą, osiągnięciami, działalnością. Nie tak dawno pisałam o odejściu Moniki Szwai, kilka dni temu usłyszałam o Davidzie Bowie, a dziś dowiedziałam się, że nie żyje
Alan Rickman!
Alan Rickman!
Aktor niezwykły, charyzmatyczny, obdarzony wspaniałym talentem zarówno tragicznym, jak i komediowym. Jego głęboki,mocny głos hipnotyzował. Gdy Rickman pojawiał się na ekranie, nawet gdy grał role drugoplanowe, "skradał" filmy innym aktorom. Najpierw zapamiętałam Go z roli szeryfa Nottingham w filmie "Robin Hood. Książę złodziei". Rickman jako szalony szeryf, z lekką nutką kpiny wobec ludzi i świata. Podobał mi się w "Szklanej pułapce" jako Hans Gruber. Skradł moje serce jako pułkownik Brandon z "Rozważnej i romantycznej", w której grał z Emmą Thompson, Kate Winslet i Hugh Grantem. Zaskoczył mnie swoją komediową rolą w "Kosmicznej załodze" - tak jak i towarzysząca mu Sigourney Weaver. Później przyszły filmy z serii Harry Potter. Dla moich dzieciaków na zawsze zostanie Severusem Snapem! Nawet w tej roli, w filmie dla dzieci i młodzieży był fascynujący. Szlochałam, gdy tulił w ramionach nieżyjącą już Lilly Potter, miłość swojego życia. Przewrotną rolę zdradzającego męża zagrał w "To właśnie miłość". Nawet, gdy to były nieduże role, jak w "Pachnidle", zapadały w pamięć!
I to już koniec? Nie zobaczę Pana w żadnym nowym filmie? To niemożliwe... A jednak...
Good bye, Mister Rickman!
zdjęcie pochodzi ze strony www.tumblr.com

