Od premiery minęło już trochę czasu, najwięksi zapaleńcy już obejrzeli, więc mogę nareszcie wypowiedzieć się o nowych "Gwiezdnych wojnach". Szłam pełna entuzjazmu, nie wiedziałam o filmie nic, poza oficjalnymi zapowiedziami.
1. Czy film mi się podobał? Tak!
Ponownie zobaczyłam mój ulubiony wszechświat, film miał ograniczoną do minimum kwestię komputerowych efektów specjalnych, więc nie czułam się jak na filmie rysunkowym. A dokładnie tak było przy częściach 1-3
2. Czy momentami mnie rozczarował? Tak!
Twórcy nie ustrzegli się wg mnie pewnych dłużyzn, brakowało mi wyjaśnienie skąd taka silna opozycja wobec rebeliantów? jak to się stało, że rebelianci znów muszą się bronić? dlaczego znów są na tej gorszej pozycji, a rządzą podobni do hitlerowców "potomkowie" Imperium?
Rozczarował mnie ten schematyzm - podobieństwo do "Nowej nadziei". Rozumiem, że takie było założenie, hołd oddany pierwszej trylogii itp., ale jednak zabrakło mi tu oryginalności.
3. Czy ucieszyłam się zobaczywszy "starą gwardię"? Tak!
Choć co do kolei ich ról, wątków, jestem nie do końca przekonana.
Poszłam do kina dla Harrisona Forda! Han Solo rządzi!!! Dlatego nie podoba mi się to, jak potoczył się jego wątek. Luke "bardzo za mało na ekranie", Leia - twarz Carrie Fisher jak maska, poharatana operacjami plastycznymi i botoksem. Ile razy pojawiała się na ekranie nie mogłam się skupić na tym, co się dzieje, bo patrzyłam na tę jej twarz!!!
4.Czy podobają mi się nowe postacie? Tak sobie.
Pewnie dlatego, że sama nie jestem nastolatką;))), a to film nie tylko dla starych fanów. Jestem za stara, aby się nimi ekscytować. Para młodych pozytywnych bohaterów ciekawie zagrana, ale zgadzam się z pewnym komentarzem, który wyczytałam gdzieś w sieci, że to postaci stworzone specjalnie dla młodych, nowych odbiorców.
5. Czy czekam na dalszy ciąg? No pewnie!!!
Pozdrawiam
Maremi

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz