wtorek, 30 czerwca 2015

Smaki dzieciństwa.

       
         Kiedy byłam mała, kiedy lato rozkwitało cała pełnią w ogrodzie, przebojem słodkości były porzeczki z cukrem i śmietaną. Pychota!!! Dziś mało kto pamięta o tych owocach. Chyba "starzy działkowicze"... U mnie w ogródku przed domem rosną trzy kolory;) białe, czarne i czerwone.






      Moja córka poza kilkoma wyjątkami nie lubi jeść samych owoców. O porzeczkach powiedziała, że są kwaśne!I nie ma zamiaru ich jeść! Babcia wołała o pomstę do nieba, a ja próbowałam  latorośl oszukać i nakłonić do spróbowania. Stwierdziłam, że muszę jej pokazać, jak się jadło w moich dziecięcych latach.


Szybciutko obrałam owoce z gałązek, przepłukałam, wsypałam do pokaźnego kubeczka, zasypałam cukrem, łyżka śmietany i gotowe!!!



       Spałaszowała wszystko, a najlepsze było oczywiście robienie "ciapy" z owoców łyżeczką;)))
Przy okazji zastanawiałam się dlaczego my tak jedliśmy, a nasze dzieci nie chcą, może tylko moje, już sama nie wiem, ale doszłam do pewnych wniosków. My, przynajmniej ja, nie mieliśmy tyle słodyczy, co dzieci dzisiejsze i taki porzeczkowy deserek był naprawdę rarytasem.
A chleb z wodą i cukrem.......
A kogel mogel....... 

Mniammmmmmm!!!!!!

Maremi



środa, 24 czerwca 2015

Nie lubię pracy w kuchni - mój sernik na zimno.

       Nie lubię pracy w kuchni. Nie lubię gotować, nie lubię piec, smażyć, dusić itp. Codzienne przygotowywanie obiadów męczy mnie ogromnie.  Ale jednocześnie muszę się pochwalić, że mam w swoim skromnym repertuarze kilka ciast, tort i  potrawy, które wyjątkowo mi się udają i które są chwalone przez "konsumentów";))
      Jednym z nich jest sernik na zimno - ja wiem, żadna filozofia powiecie, ale dla mnie wielka! Najprostsze dla mnie  było zawsze kupienie sernika w proszku, ubicie z mlekiem i już. Ale porcja wychodziła bardzo skromna - niewielka tortownica, która znikała w kilka minut... Mój szwagier kiedyś stwierdził, że "pachnie malizną", dlatego szukałam sposobu na zwiększenie objętości;)
      Nie wystrzegłam się gotowców w proszku, ale udoskonaliłam po mojemu i jestem zadowolona
z efektu, rodzinka zresztą też. Wiem, że nie odkrywam Ameryki, ale może jest ktoś, kto tak jak ja, nie potrafi i nie chce mu się, a ten deserek wymiata! Wielkość 1 BLACHA!!!
Co potrzebujemy? -
 2  serniki na zimno
1 kg sera zmielonego w wiaderku - bez smaku,  ma być naturalny
1 litr mleka
herbatniki na spód
3 śmietan fixy lub żelatyna
truskawki lub inne owoce
2 galaretki
Wykonanie:
 robimy sernik na zimno wg przepisu, ale z mniejszą ilością mleka (1/2 litra), 


stopniowo dodajemy biały twarożek, 3 śmietan fixy, dolewając od czasu do czasu mleko, aby masę jednak troszkę rozrzedzić.




ubijamy nadal ok. 5 minut - sernik tężeje w trakcie ubijania...

blachę tradycyjnie wykładamy herbatnikami, biszkoptami, co kto lubi - u nas tym razem resztki herbatników i ciastka z odzysku - Hity po zeskrobaniu czekolady:)))))


 Wykładamy masę serową, układamy owoce - u nas trzeba gęsto, truskawki muszą być ustawione na sztorc!!
na wierzch wylewamy galaretkę - wcześniej musi ostygnąć,


po kilku godzinach ( 2-3) w lodówce gotowy do spożycia. My najbardziej lubimy, gdy jest mocno ścięty, wiec zrobiony wieczorem, na drugi dzień ma idealną dla nas konsystencję, nie rozpływa się na talerzu, trzyma pion, ale po 3 godzinach jest też bardzo dobry.





     Ten sernik to mój mały sukces, ponieważ nie potrafię wymyślać przepisów, muszę trzymać się wytycznych, gdyż każde odstępstwo w moim wykonaniu kończy się klęską. W zeszłym roku sernik na zimno był musem, nie stężał, dodałam żelatynę i było jej za mało, nie umiałam ocenić potrzebnej ilości. W tej wersji 2 serniki plus 3 śmietan fixy - dla nas idealnie. Niczego nie dosładzam, ponieważ cukier w serniku na zimno  wystarcza, dlatego też nie dajemy białego twarożku smakowego tylko  naturalny - "Mój ulubiony" jest najbardziej ulubiony:)
mniam!!!
         Mam nadzieję, że kogoś zainspirowałam. Ten sernik ze zdjęć był robiony na zakończenie 3 klasy dla mojej córeczki na poczęstunek, ale musiałam zostawić w domu choć mały paseczek:)))

SMACZNEGO!!!

Maremi







niedziela, 21 czerwca 2015

I już po...

         Ponad miesiąc temu prezentowałam swoje "rękodzieło" jeśli chodzi o zaproszenia komunijne,
a dziś już jestem po. Po próbach, po uroczystości, po białym tygodniu, po wszystkim.... ufffff!
     Dużo zamieszania, dużo nerwów, ale wszystko w  kościele przebiegło pięknie i sprawnie, pogoda dopisała, wstrzeliliśmy się  idealnie pomiędzy sobotni upał i poniedziałkowy deszcz!

Córcia przejęta, mama równie, jeśli nie bardziej;)


   Sama uroczystość przebiegła sprawnie, dzięki naszemu proboszczowi, które troszkę dzieci "poćwiczył";)))

        Przyjęcie zorganizowaliśmy w ogrodzie przed domem z powodów metrażowych. Domek nasz malutki i nie pomieściłby 18 osób w salonie jednocześnie. Ale wypożyczony namiot egzamin zdał idealnie!


Teraz mogę tylko wspominać i porządkować zdjęcia.. 

Maremi