wtorek, 21 lipca 2015

Powrót z kolonii

         Moje pociechy wróciły z kolonii. E w środę, M w czwartek. Głucho było w domu bez nich, pusto, cicho, ale taka przerwa jest chyba potrzebna każdemu: i dziecku, i rodzicowi. Tym bardziej, że my raczej jako Rodzina nie rozstajemy się prawie wcale, nie licząc klasowych wycieczek i właśnie wakacyjnych kolonii. Przyznam bez bicia, że taka chwila wytchnienia chyba jednak wszystkim była potrzebna. Dzieci wróciły wypoczęte, opalone i stęsknione!!!

      Idąc wzorem   Doroty, która potrafi przepięknie i oryginalnie uczcić różne chwile z życia rodziny, a której bloga czytam niezmiennie zainteresowana, postanowiłam w jakiś sposób uczcić Ich powrót do domu. U mnie jest zwykle tak,  jak już pisałam w innym poście, że chęci są, pomysły też, ale brakuje tego czegoś w paluszkach, co pozwoliłoby mi osiągnąć taki efekt, o jakim myślałam. Miało być piękniej i w ogóle, ale wyszło tak:



     Ponieważ córunia moja ma obecnie fazę "nienawidzę różu", a "uwielbiam miętę" kombinowałam, aby tak to jakoś pasowało zarówno dla Niej jak i dla Niego;) Dla M zmieniłam tylko imię;) w napisie. Nie obraził się. 




Troszkę słodkości, owoców, ulubiony sok pomarańczowy (dla M cola;)) i najulubieńsze  galaretki!!!









      Zaskoczenie było wielkie, a reakcja syna bezcenna! Mój piętnastolatek lubi być przez mamę rozpieszczany i wtedy nie jest jeszcze takim poważnym nastolatkiem... Jego zachwyt był niezwykły, za to córka nie zareagowała tak spontanicznie i żywiołowo:(((





     Ale moje dzieci są różne pod wieloma względami, nie tylko płci;))) Najlepszym przykładem są kolonie. M pierwszy raz pojechał na kolonie po ukończeniu piątej klasy. Wcześniej nie było mowy, on nie wspominał, ja matka kwoka nie chciałam wypuszczać... Natomiast E  była gotowa wyjechać już w zerówce. I tak naprawdę pierwszy raz pojechała po ukończeniu I klasy, od razu też na ferie zimowe i kolejne dwa razy na kolonie. Widać więc  pewną odmienność osobowości moich Pociech.  Wprawdzie Syn, gdy tylko poczuł zew wolności na koloniach czy obozie, jeździ rokrocznie i niezmiennie zachwycony, ale Siostra pobiła Go jeśli chodzi o ten pierwszy raz o kilka lat! 

    Dlatego też koniec końców nie zdziwiła mnie różnica w reakcjach na powitalne przyjątko. Myślałam tylko, że E będzie bardziej wylewna w reakcjach, a 15latek mniej, a tu surprise! Było odwrotnie. Podobne było jedno - zamówienie obiadu - oboje zgodnie, ale niezależnie od siebie, zażyczyli sobie maminą wersję tortilli.


pozdrawiam
Maremi


P. S. Nauczyłam się powiększać zdjęcia, Boże jaki wstyd.....;))))
                                                                                                               










2 komentarze:

  1. Wspaniały gest. Celebrujmy każdą rodzinną chwilę. Właśnie takie momenty nasze pociechy zapamiętają na długie lata.
    Miłego dnia !

    OdpowiedzUsuń