Ostatnia część cyklu Rowling. Nie jest moją ulubioną. Największy sentyment mam chyba do "Księcia półkrwi" - wiadomo;)
W tych książkach podoba mi się jednak to, że rosły wraz z pierwszymi czytelnikami, Harry był coraz starszy i jego czytelnicy też, tak jak syn mojej koleżanki z pracy. ( tak mi to opowiadała)
Pękałam ze śmiechu, gdy Ron wymieniał bajki z dzieciństwa, a Harry i Hermiona nie znali tych tytułów. Niezwykła jest bitwa o Hogwart, zjednoczenie wszystkich przeciw Voldemortowi.
Płakałam, gdy zginął Snape i jeden z bliźniaków, Tonks i Lupin, Colin i inni. Przyznam, że uwielbiam scenę w filmie, w której pokazane są wspomnienia Snape`a z chwili, gdy przychodzi do domu Potterów i znajduje tam nieżyjącą Lilly.
Szlochałam jak bóbr!
Najbardziej jednak
lubię epilog - 19 lat później - zawsze wyobrażam sobie jak potoczyłyby
się losy bohaterów, gdyby powstał ciąg dalszy książki i tu Rowling
uchyliła rąbka tajemnicy i pozwoliła mi zaspokoić ciekawość.
Pozdrawiam
Maremi

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz